Ukochany nauczyciel łobuzów

Przez 25 lat w różnych szkołach uczyłem różnych rzeczy. Stykałem się z uczniami układnymi i takimi, z którymi nie udawało mi się współpracować. Mam przyjaciela, który potrafił sobie radzić z trudnymi uczniami lepiej niż ktokolwiek inny. Wczoraj zadzwoniłem do tego starszego już dzisiaj człowieka, aby jeszcze trochę zaczerpnąć z jego wiedzy. Oto co usłyszałem:

– Widzisz Macieju! Rzecz jest w tym, że z największym łobuzem można się dogadać. Trzeba tylko wybudować pomiędzy nim a tobą kładkę. Idealnie by było, aby udało się wybudować most, po którym załadujesz mu wartości i wiedzę. Wiele zależy od pierwszego kontaktu. Często zaczynałem go mówiąc do młodzianów w ten sposób: „Jest wysoce prawdopodobne, że jesteście znacznie bardziej inteligentni niż ja”. To im się podobało. Podnosili się na krzesłach z ekscytacji. Po chwili dodawałem: „Pewne jest natomiast to, że nie jesteście mądrzejsi niż ja. Mądrości dostarczyło mi życie, które poobijało mi pupę tak, że wygląda jak śliwka węgierka. Dlatego proponuję, abyśmy przez najbliższe miesiące przytulili się do siebie, a nadchodzący rok szkolny upłynie radośnie i wam, i mi”. I tak się działo za każdym razem. Nigdy nie miałem kłopotów wychowawczych. Szanowali mnie. Przez wiele lat z rzędu byłem wybierany jako najbardziej lubiany nauczyciel w szkole, pomimo, że potrafiłem pacyfikować tych, którzy nie chcieli się dostroić. „Pan jest jakiś inny” – mówili. „Kochani, bo szlachectwo zobowiązuje” – odpowiadałem. – „A jakie ma pan pochodzenie?” – drążyli z ciekawości. Odpowiadałem im, że jestem Bożym dzieckiem – synem Króla.

Kiedyś przeprowadziłem z Frankiem wywiad. Można go odsłuchać pod hasłem Mega Belfer.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s