O autorze

W październiku 1989 miesięcznik Znaki Czasu opublikował mój pierwszy artykuł. Dotyczył życia małżeńskiego. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Od tamtego momentu moje teksty regularnie ukazywały się w magazynach: Akcenty, Na nowo i Znaki Czasu oraz w Gazecie Kołobrzeskiej, w Głosie Pomorza i na stronach internetowych. Na przestrzeni ostatnich lat napisałem blisko 300 artykułów. Wydałem też pięć książek, których jestem autorem, współautorem lub redaktorem.

A zaczęło się tak:

Dziewczęca inspiracja

Gdy miałem 8 lat, pojechałem do sanatorium do Rabki. W dniu, w którym przybyłem, pojawiła się tam pewna dziewczynka z Wrocławia. Od tamtej chwili niemalże cały czas spędzaliśmy razem. Większość czasu wypełniała mi paraliżująca tęsknota za domem, od którego oddzielała mnie cała Polska. Monika stała się miejscem schronienia mojej niewielkiej duszy.

Dziewięć lat później chodziłem do liceum. Jednak w żaden sposób nie mogłem wbić się w rytm pracy szkoły. Myśli w głowie wirowały mi i nie mogły znaleźć punktu zaczepienia. Źle się uczyłem. Pewnego razu samodzielnie napisałem wypracowanie z języka polskiego. Nauczycielka powiedziała, że zrobiłem wyraźne postępy w myśleniu. Dostałem 3+.

Wtedy otrzymałem list. Napisała go koleżanka z dzieciństwa.  Monika miała teraz 17 lat. Nagle rozbłysły wszystkie reflektory świata. Szybko jej odpisałem. Kilka dni później otrzymałem odpowiedź. Od tamtego momentu papier, długopis, koperty i znaczki były w nieustannym użyciu. Rozpoczęła się fascynująca, pełna emocji i zapachów korespondencja z dziewczyną. Otrzymywałem i pisałem po dwa listy w tygodniu, na 2, 3, 4 strony każdy. Telewizja i wszystko inne zeszły na plan dalszy. Pod skrzynką pocztową niemalże koczowałem.

Rok później Monika zaprosiła mnie na swoje 18 urodziny. Emocje sięgnęły szczytu, ale to już zupełnie inna historia. To właśnie setkom stron napisanym do Moniki zawdzięczam przetarcie moich pierwszych szlaków pisarskich.

Zapowiedź przyszłości

Kilka lat później wyjechałem na uczelnię pod Warszawą. Mój przyjaciel zapowiedział, że będziemy pisali artykuły do gazet. Nie wiem co go skłoniło, aby to powiedzieć, gdyż nigdy wcześniej nic nie napisaliśmy, ale pomysł bardzo mi się spodobał. Wkrótce zacząłem pisać do uczelnianych magazynów.

Pisanie – wierny towarzysz

W pewnym momencie byłem zmuszony, aby wyjechać na dłużej do USA. Przewidywałem, że nie będzie lekko. Czułem, że będę przechodził przez trudne chwile. Wpadłem na pomysł, aby prowadzić dziennik, który miał być niemym świadkiem mojego dojrzewania. Każdego dnia, nawet gdy padałem na twarz ze zmęczenia, zapełniałem strony mojego zeszytu. Tuż przed powrotem do Polski miałem 700 stron notatek. Dziewczyna, którą później spotkałem chciała przeczytać ten materiał przeczytać. Następnego dnia powiedziała: „Teraz wiem jaki jesteś”. Wkrótce została moja żoną.

Pierwsi odbiorcy

Gdy opowiadałem moim uczniom przygody z Ameryki, wielu z nich mówiło: „Te historie są niesamowite! Musisz je wydać”. Tak też uczyniłem. W moim domu pod Kołobrzegiem napisałem moją pierwszą książkę. Często powstawała pomiędzy godziną 2 a 6 rano. Tak powstały: „Amerykańskie Zmagania”, książka o pracy, tęsknocie i życiu z Bogiem.

Już nie tylko pisałem, ale i przemawiałem. Zacząłem otrzymywać zaproszenia z różnych miejsc. Kilka razy przemawiałem do 400, a nawet do 1000 słuchaczy w Polsce i za granicą.

Inspiracją do rozmyślań i pisania czerpię przede wszystkim z Biblii, którą regularnie czytam. Mądrość tej księgi utrzymuje mnie na właściwych torach myślenia oraz stroi wrażliwość.

Poligon dla pióra

www.eioba.pl stała się dla mnie prawdziwym poligonem pisarskim. Przy pisaniu do gazet informacja zwrotna przychodzi z dużym opóźnieniem lub wcale. Tutaj pojawiała się natychmiast. Jedną z rzeczy której się nauczyłem dzięki eiobie jest to, że podstawą sukcesu jest dobry tytuł oraz wstęp. Napisałem kiedyś niezły tekst, którego nikt jednak nie chciał czytać. Po czterech dniach otrzymał jedynie cztery polubienia. Poszedłem na konsultacje do żony.
– A jaki ma tytuł? – zapytała.
– „Sięgaj po swoje marzenia” – odpowiedziałem.
– Kiepski tytuł. Nic nie mówi.
Zmieniłem go na „Wielki sukces za 100 zł” i jeszcze tego samego dnia uzyskałem 25 polubień.

Innym razem tytuł zmieniałem aż 15 razy. Okazało się jednak, że nawet dobry tytuł nie jest w stanie obronić słabej treści.

Nauczyłem się także, że trzeba zachowywać balans pomiędzy tym co chce się przekazać, a tym co ludzie chcieliby czy są w stanie przyjąć. Ciekawe fakty nie wystarczą, aby pozyskać czytelników. Trzeba także uwzględnić ich wrażliwość, inteligencję, zainteresowania, a czasami nawet nastrój wywołany porą roku.

Uwielbiam pisać. Moimi niedościgłymi wzorcami są reportażyści Gazety Wyborczej i Polityki. Pochłaniam je w każdej ilości. Czytam też dużo biografii, dzienników i wywiadów.

Najlepsze nadchodzi

Jestem pasjonatem ludzi. To ich niezwykłość sprawia, że piszę. Moim marzeniem jest wydać książkę z tekstami o ludziach, którzy przeszli w życiu przez piekło, a pomimo tego zachowali człowieczeństwo. Mam już sporą część materiału, ale także chroniczny brak czasu. Żywię jednak nadzieję, że już nadejdzie taki dzień, w którym uda mi się ten zamysł zrealizować.

Maciek Strzyżewski

Reklamy