Na Placu Czerwonym

Początek lat 90. nie był łatwy. PRL już nie istniała, ale kraj pogrążony był w zaniedbaniach z poprzedniej epoki. Ulice były ciemne. Sklepy puste. Kwitła przestępczość, korupcja i piractwo. Telefony ledwie działały. Drogi były wąskie i dziurawe.  A jednak mieliśmy wolność. Można było więcej niż przez ostatnie 50 lat i to było najważniejsze.

Studiowałem wtedy w Wyższej Szkole Teologiczno-Humanistycznej w Podkowie Leśnej pod Warszawą. Prawdopodobnie było to jedno z najciekawszych  miejsc w kraju, w którym można było się w tym czasie znajdować. Szkoła miała kontakt z Zachodem.  Z USA, Anglii i Australii przyjeżdżali mówcy i nauczyciele. Studenci pochodzili z Rosji, Bułgarii, Turcji, Bułgarii, Nigerii i Ghany. Bardzo sobie ceniłem to międzynarodowe środowisko.

3a.jpg

2a.jpg

Mieszkałem w pokoju z chłopakiem z Białorusi o imieniu Jewgienij. Pewnego razu ze strony mojej dziewczyny, Laurie, zrodził się pomysł, aby odwiedzić Związek Radziecki. Podchwyciłem temat. Dołączył także Andrew, nauczyciel z Australii. Przygotowania trwały długo. Pojawiło się wiele problemów z otrzymaniem wizy dla Laurie i Andrew. Kilka razy miały być gotowe, ale z jakiegoś powodu wnioski były odrzucane. Wydawało się, że sprawa jest nie do przebrnięcia. Żenia włożył wiele energii i użył swoich znajomości, aby je załatwić.  W końcu się udało.

2NR.jpg

Pociąg zawiózł nas do Mińska na Białorusi. W ciemnym przedziale rosyjskiego wagonu siedzieliśmy sami. W środku nocy dosiadło się do nas dwóch mężczyzn o dzikich twarzach, gęstym, czarnym zaroście i potarganych włosach. Nie odrywali wzroku od Laurie. Po pewnym czasie do przedziały weszło dwóch żołnierzy z karabinami na ramieniu. Sprawdzili nasze dokumenty , a potem zaczęli sprawdzać dokumenty mężczyzn ze Wschodu. Kazali im wstać. Ręką ustawiali im twarze pod różnymi kątami, aby porównać je ze zdjęciem w dokumentach. Trwało to dosyć długo. Przebieg  tego zdarzenia był dla nas szokujący. Obydwaj mężczyźni nie wyglądali jednak ani na zdziwionych, ani na upokorzonych. Po wszystkim, niczym zawstydzeni chłopcy, wyznali, że patrzą na dziewczynę, bo jeszcze nigdy nie widzieli tak pięknych oczu.  Laurie miała założone soczewki kontaktowe w kolorze niebieskim, które niemal świeciły na tle jej ciemnej karnacji, wzbudzając sensację nie tylko w pociągu.

W Mińsku zapoznaliśmy się z przemiłą i gościnną rodziną naszego przyjaciela. Na śniadanie zjedliśmy smażone ziemniaki ze śmietaną. Na kolejne posiłki też były ziemniaki. Wyglądało na to, że nie mieli lekkiego życia. Dzielili się tym, co mieli. Byli kochanymi i gościnnymi ludźmi.

W międzyczasie Żenia próbował załatwić bilety do Moskwy, ale znowu napotkał na problemy. Trudno było ocenić czy biletów w kasie nie było, czy kasjerka po prostu nie chciała ich sprzedać. Problem był nie do zrozumienia dla naszych przyjaciół z Zachodu. Dla mnie i Żeni było to zjawisko znane od dziecka. Nigdy nie można było kupić biletów do kina, teatru czy na koncert, bo wszystkie były zawsze wyprzedane. Można je było kupić od „koników”, za znacznie wyższą cenę. Gratyfikacja finansowa sprawiła, że bilety na pociąg w końcu się znalazły. Wyruszyliśmy w dalszą podróż.

Dworzec w Moskwie zrobił na nas wrażenie. W powietrzu unosiła się pełnia egzotyki radzieckiego państwa, w którym bieda i wschodnia wielokulturowość przeplatały się z  napięciem niepwności, lękiem i podejrzliwością.

Na początku odwiedziliśmy dwie przyjaciółki Żeni – siostry: Elę i Lenę. Ela grała na pianinie i była piękną, skromną dziewczyną o długich, prostych włosach. Dziewczyny pomogły nam wynająć mieszkanie. Za trzy pokoje w centrum miasta na dwa tygodnie zapłaciliśmy 5 USD. Za podobną cenę można było odbyć podróż koleją Transsyberyjską z Moskwy do Władywostoku (9289 km, 8 stref czasowych), jeżeli udałoby się dostać bilety.

Na Placu Czerwonym długa kolejka posłusznych ludzi wiła się do mauzoleum wodza rewolucji – Lenina, w którym spoczywa jego zabalsamowane ciało. Ten plac, przy którym znajduje się Kreml i sobór Wasyla Błogosławionego stanowił centrum życia i tożsamości Związku Radzieckiego. To tutaj trzy lata wcześniej wypożyczonym samolotem wylądował nielegalnie 19 letni pilot z Niemiec, Mathias Rust. Rosjanie go namierzyli, ale nie podjęli decyzji o jego zestrzeleniu. Informacja rozeszła się po całym świecie. Wydarzenie zostało uznane za akt heroizmu i symboliczne zwycięstwa nad podziałami pomiędzy dwoma znienawidzonymi światami – Wschodem i Zachodem. Nastolatek został aresztowany i skazany na cztery lata ciężkich robót. Wyczyn młodego Niemca przeszedł do historii, a jego samolot znalazł się w muzeum berlińskim.

Na Uniwersytecie Moskiewskim jeden ze studentów się wyróżniał. Był kolorowo ubrany i uśmiechał się. Poprosiliśmy Żenię, aby podszedł do niego i dowiedział się kim jest. Po chwili obaj podeszli do nas:

– Hi! I’m Carl – przedstawił się.

Carl ukończył Uniwersytet Stanforda. Następnie przyleciał do Moskwy, aby kontynuować swoją pracę naukową w zakresie fizyki jądrowej. Musiał się nauczyć języka rosyjskiego. Potem zasiadł w bibliotekach.

– Nikt nie posiada lepszych zbiorów dotyczących fizyki jak Rosjanie. Dlatego tutaj się znalazłem – wyjaśnił.

lomonosov-moscow-state-university-at-night-alexey-kljatov.jpg

scand0003.jpgPrzez kolejne dni Carl był naszym przewodnikiem po Moskwie. Dzielił się z nami swoimi odkryciami. Jednym z nich była restauracja prowadzona przez Gruzinów. Laurie i Andrew byli zachwyceni smakiem potraw, które zamówili. Ja nie. Jednak, gdy po latach przypomniałem sobie jej smak,  miałem ochotę zjeść ją ponownie.

Obiady jedliśmy w restauracjach. Podczas śniadań i kolacji ratowaliśmy się serem i dżemem. Niewielki był wybór produktów w sklepach. Półki były w większości puste. Tym czego było pod dostatkiem to słoiki z zielonym czymś. Nie wyglądały apetycznie. Pewnego dnia kupiliśmy jeden słoik, aby spróbować. Był to rodzaj przecieru z ogórków, który okazał się niezwykle smaczny. To było nasze wielkie odkrycie. Do końca pobytu zjedliśmy wiele słoików ogórków.

Pewnego dnia pojechaliśmy na wycieczkę na rosyjską wieś, tą z kolorowymi domkami, bez dróg, przez, którą brnie się w błocie, a przed domem stoi wiadro z wodą i szczotka, aby umyć buty. W otwartych wagonach nie było podwójnych siedzeń, lecz poczwórne. Siedziały na nich kobiety w chustach. Na rękach miały kury, kaczki i prosiaki. Na podłodze stały kosze pełne chust i wiejskiego twarogu. Staliśmy w przejściu, bo wszystkie miejsca były zajęte. Było ciasno i duszno, ale egzotycznie.

Kilka miesięcy po naszej podróży do Moskwy otrzymałem pocztówkę od Carla. Był już u siebie w domu, w USA. Poinformował, że dostał się na Uniwersytet Harvarda.

Maciek Strzyżewski

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s