Żołnierz, lekarz, polityk, bohater

Jego życiorysem można byłoby obdarzyć kilka osób i jeszcze zostałoby dla piątej.

Pomnik dla większości zbyt szary, aby się nad nim zastanawiać. Do niedawna Marek Edelman pojawiał się przed nim każdego 19 kwietnia, aby oddać hołd bohaterom powstania w getcie warszawskim, czyli swoim bliskim przyjaciołom.

W październiku 1940 na powierzchni 2,6 km kwadratowych stłoczono 500 000 ludzi i odgrodzono ich od świata ceglanym murem. Za tym murem rozegrał się jeden z największych dramatów współczesnej historii. W ciągu kilkunastu miesięcy w stolicy cywilizowanego kraju, w środku Europy, z głodu i zimna zmarło 10 000 dzieci. Ludzie byli w takiej apatii, że byli gotowi uwierzyć w cokolwiek i wierzyli. Gdy hitlerowcy obiecali pracę w obozie i dobre traktowanie, a przy tym rozdawali chleb, ludzie sami wchodzili do wagonów. Każdego dnia odchodziły dwa transporty, 10 000 ludzi i tak przez sześć tygodni. Łącznie 400 000 osób.

W 1942 Żydowska Organizacja Bojowa wysłała swojego człowieka, aby sprawdził dokąd kierują się składy pociągów z getta warszawskiego. Dotąd nie było wiadomo. W Sokołowie dowiedział się, że linia rozdziela się. Jedna nitka prowadzi do Treblinki. Pociągi towarowe jechały tam pełne ludzi, a wracały puste. Żywności w tamtym kierunku nigdy nie dowożono. A jednak istniało miejsca do masowego mordowania ludzi. Odkryta prawda była do tego stopnia okropna, że reszta świata nie chciała w nią uwierzyć. Szmul Zygielbojm pojechał do Londynu błagać o pomoc dla getta. Na znak bezradności popełnił samobójstwo. Amerykański prezydent Roosevelt na tę samą prośbę odpowiedział: „Skończy się wojna to przestaną mordować Żydów.”

Przez sześć tygodni Edelman stał przy Umschlagplatz, ogrodzonym placu z którego ładowano ludzi do wagonów, i wyłapywał „chorych” czyli osoby szczególnie potrzebne organizacji podziemnej. Szpilmana, słynnego „Pianistę” wyciągnął ktoś inny.
W ostatnim dniu wielkiej akcji wywozowej, Niemcy weszli także do szpitala, aby zabrać chorych. Lekarze zdążyli podać dzieciom truciznę, aby zaoszczędzić im cierpień. Dzisiaj w budynku tym mieści się szkoła.

ŻOB zaplanował akcję zbrojną zanim Niemcy wykończą resztę. Nie liczyli na zwycięstwo. Zastanawiali się raczej w jaki sposób umrzeć. Jednym z pomysłów było, aby usiąść na murze i czekać, aż Niemcy po kolei ich zestrzelą. Pomysł jednak upadł zbyt mało wnoszący.
19 kwietnia 1943 Niemcy przystąpili do likwidacji getta. Duże siły wojska zgromadziły się pod murami. Podczas otwierania bramy wybuchła mina. Zginęło około setka żołnierzy Wermachtu. Byli zaskoczeni. Wycofali się. Wieczorem wysłali trzech żołnierzy z opuszczonymi karabinami i białą flagą, aby negocjować. Mieli obiecywać dobre warunki w obozie i dobre traktowanie. Zostali ostrzelani. W raporcie potem napisali: „Grupa wysłanników została ostrzelana przez bandytów”. Powstańcy posiadali jedynie kilka pistoletów otrzymanych od AK oraz tych kupionych za pieniądze odebrane bogatym Żydom, granaty zrobione w warsztacie oraz butelki z benzyną. 19 kwietnia po raz pierwszy nie odjechał transport do Treblinki. Walki trwały przez trzy tygonie.

Głównym dowódcą powstania był Mordechaj Anielewicz (21 lat). 7 maja Marek Edelman (22 lata), drugi dowódca, odprowadził go do bunkru przy Miłej 18. Dziewczyny zrobiły coś do jedzenia. Czuli się wolni. Gdy Edelman przyszedł do nich dnia następnego znalazł wszystkich nieżywych, 80 osób. Popełnili zbiorowe samobójstwo po tym jak Niemcy otoczyli ich i wrzucili gaz. Mieli po 20 lat. Ich ciał nigdy stamtąd nie wydobyto. Nad ich głowami usypano kopiec, który po środku ładnego parku, do którego mamy chodzą z wózkami na spacery, a dzieci jeżdżą na rolkach.

Przy ulicy Anielewicza znajduje się obecnie Muzeum Tysiącletniej Historii Żydów Polskich dokładnie na przeciwko pomnika Bohaterów Getta. Kilkadziesiąt metrów obok znajduje się kopiec przy Miłej 18 oraz popękana tablica upamiętniająca Szmula Zygielbojma. Trochę dalej stoi pomnik na miejscu byłego Umschlagplatz, a tuż obok dawny szpital, a teraz szkoła.

Edelman przedostał się kanałami na stronę aryjską. W środku dnia z grupą żołnierzy wyszli z kanału na środku ulicy i wsiedli do umówionej wcześniej ciężarówki. Getto zostało spalono wraz ze wszystkimi, którzy tam jeszcze pozostali. Kilka miesięcy później Edelman walczył w Powstaniu Warszawskim.

Gdy wojna się skończyła w ludzi zaczęło wstępować życie, w Edelmana nie. Nie wiedział gdzie iść i co robić. Ludzie, których znał nie żyli. Świat, który był mu znajomy przestał istnieć. Dniami i tygodniami leżał na łóżku i patrzył w ścianę. Tak się działo przez dwa lata. Znajomi mówili mu „Zrób coś ze sobą, bo wkrótce umrzesz.” Żona Ala, łączniczka z AK, która go wyciągnęła z bunkra na Żoliborzu, zapisała go na studia medyczne.

Nauka go wciągnęła. Ratowanie ludzi jeszcze bardziej. Pracował z Profesorem, który podczas wojny zyskał większą praktykę w szpitalach polowych niż chirurdzy na najlepszych zachodnich uczelniach. W 1947 w Polsce odbyło się pierwsze otworzenie klatki piersiowej. Operację przeprowadzał chirurg ze Szwecji. Zgromadzeni lekarze z zachwytem patrzyli na bijące serce, a Profesor nie dziwił się. Znacznie wcześniej na przyczółku w Warce z takich serc wyciągał szkło, szmaty i kawałki drewna.

Edelman opatrzony w ludźmi chorującymi, ludźmi umierającymi w getcie z głodu poznał istotę życia. Budził się teraz w nocy i pisał scenariusze operacji o jakich świat nie słyszał. Mówiono mu: „Edelman, ty zwariowałeś”. Profesor po długich namowach zgadzał się je przeprowadzać. Udawały się. Uratowali życie wielu osobom. Rudnemu przeszczepiono żyłę z nogi do serca, żeby dać szerszą drogę krwi w chwili gdy zaczynał się zawał. Rzewuskiemu przeszczepiono taką żyłę, gdy zawał już trwał. Pani Bubnerowej zmieniono kierunek biegu krwi w sercu. Wkrótce metody te zaczęły stosować czołowe placówki medyczne świata.

W latach 70 Marek Edelman działał w KOR, nielegalnej organizacji założonej przez Jacka Kuronia. Wielokrotnie był zamykany w więzieniu. Wielokrotnie był zwalniany z pracy ze względu na pochodzenie i działalność opozycyjną. W czasie stanu wojennego był internowany. Willy Brandt interweniował w jego sprawie. Znał go cały świat. To dlatego potem prezydent amerykański odczytał głośno jego list w parlamencie. Jego odezwy miały znaczenie.

W roku Edelman 1989 zasiadł przy obradach Okrągłego Stołu.

Z 3,5 mln polskich Żydów wojnę przeżyło 300 000. Większość z nich natychmiast wyjechała z kraju. Ci którzy pozostali w 1968 przeżyli kolejny dramat. Władze komunistyczne wypędziły z Polski 13 000 osób, którym przypisano pochodzenie żydowskie. Odjeżdżali ze stacji Warszawa Gdańska. W wyniku tych wyjazdów przestał istnieć Wydział Filozofii z katedrami socjologii, psychologii i ekonomii, z którego usunięto, w ramach czystek „antysyjonistycznych”, wybitnych profesorów, takich, jak Zygmunt Bauman i Leszek Kołakowski. Edelman przetrwał wszystkie te zawieruchy. Pozostał w Polsce. „Ktoś musiał zatroszczyć się o groby tych, którzy tu pozostali.” – powiedział.

Marek Edelman otrzymał najwyższe odznaczenie państwowe, Order Orła Białego. Zmarł 2 października 2009. W uroczystościach pogrzebowych wzięły udział najwyższe władze państwowe.

Maciek Strzyżewski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s